drugi.
— A gdybyś go w sobie rozkochała? — spytał Pablo.
— Nie wypiłeś za dużo alkoholu? — spojrzała na niego spod łba
— Angeles, tylko żartuję. — Wspomniana kobieta słysząc swoje pełne imię się wzdrygnęła, Pablo używał go tylko w poważnych sytuacjach.
Rzeczywiście musiał już nieźle wypić, pomyślała.
— Angie.…— przeciągnął jej imię — Chodźmy się bawić. Nie przejmuj się, w ciemności i tak Cię nie pozna.
— No dobrze... — Angie czuła jak jej dłonie stają się mokre. Bała się, że ją rozpozna, ucieknie i zabierze Violettę. Nie chciała zniszczyć imprezy przyjaciela, więc stwierdziła jedno – musi się napić, aby się odstresować.
— Angie, Pablo dawno was nie widziałem! — do kobiety podszedł chłopak w niebieskiej koszuli
— Louis. Cześć — uśmiechnęła się w kierunku blondyna. Pablo widząc gościa, położył rękę na talii blondynki i przysunął ją do siebie.
— Jak życie wam mija? Jesteście razem?
— Nie — powiedziała Angie
— Nie, ale musimy już lecieć. Ktoś na nas czeka. — Blondynka spojrzała na towarzysza z zdziwieniem, ten tylko spojrzał jej w oczy. Po chwili się uśmiechnęła rozumiejąc o co chodzi przyjacielowi.
— Pablo ma racje, musimy lecieć.
— No cóż, mam nadzieje, że uda nam się jeszcze złapać — mrugnął w stronę kobiety, a jej kompanowi podał rękę i odszedł
— Pablo, co Ty robisz?
— Nie lubię go.
— Słucham? - odparła nic nie rozumiejąc
— Dla mnie on zawsze chciał Cię zaciągnąć do łóżka.
— Pablo!
— Mówię co myślę.
— Za dużo już wypiłeś.
— Powodzenia w dogonieniu mnie. — puścił blondynce oczko, a ta poszła do stołu z alkoholem.
Na jasnym obrusie, stały różne butelki, od opróżnionych, po pełne, z wódką, piwem czy winem, nalewki, z tego co widać własnej roboty, dalej napoje gazowane i soki, a na następnym stole przekąski i pudełka pizzy. Angie rozglądała się za jakimiś szklankami, aż usłyszała za sobą męski głos.
— Witaj, czego szukasz?
Czuła jak przyśpieszyło jej tętno, zaczęła szybko oddychać. Odwróciła się i zobaczyła Germana z zawadiackim uśmiechem. Nie stwarzał pozorów złego czy zdziwionego, co było dla Angeles bardzo dziwne.
— Szklanek. — powiedziała unikając jego wzroku. German rozejrzał się dookoła.
— Tu są — przesunął butelkę z wódką i złapał plastikowe kubki włożone w siebie, które zaraz podał zielonookiej. — Jak Ci na imię?
— Angie — odpowiedziała nieśmiało, czując jego wzrok na jej twarzy. Okropnie bała się podnieść głowę w jego stronę, stwarzając pozory jeszcze bardziej nieśmiałej i kruchej.
— Śliczne imię. Idealnie pasuje do twojej urody. — oparł się tyłem o stół, skrzyżował nogi i przyglądał się swoim lakierkom — Imię sentymentalne dla mnie...
Angie zaczęła nalewać czerwonego wina do jednego z kubków. Dopóki nie musi patrzeć na jego twarz, odważyła się brnąć w to.
— A to dlaczego?
— Długa historia. Nie ma co marnować wieczora na takie głupoty.
— Witajcie. — Pablo jedną ręką złapał blondynkę w talii, a drugą podał Germanowi — Pablo.
— German.
— Z kim przyszedłeś? Nie kojarzę, żebyś chodził do naszego liceum — spytał uśmiechnięty Galindo, udając, że nic nie wie. Angie ze stresu wzięła łyk nalanego przez siebie wina.
— Z Esmeraldą, kojarzycie ją?
— Oczywiście, kto jej nie znał — uśmiechnął się Pablo
— Poszła do toalety, ale coś długo jej nie ma. Poszukam jej.
Gdy pan Castillo odszedł, Pablo przytulił Angeles, a ta odetchnęła z ulgą.
— Spokojnie mała. Nie poznał Cię, prawda?
— Widocznie nie.
Pablo fuknął, łapiąc się za brodę i kręcąc głową na boki. Zawsze tak robił, jak nie mógł w coś uwierzyć.
— Może serio go rozkochasz? — zaśmiał się.
— Pablo.… — zgromiła go wzrokiem
— No żartuję, no… Chyba nigdy nie przestanę się z tego śmiać — zachichotał — Chodź zatańczyć. — pociągnął ją w stronę parkietu.
Obracał ją dookoła, pozwalając sukience podnosić się i ukazywać jeszcze większą część jej ud. Na szczęście pare warstw tiulu zakrywało majtki.
— Wyglądasz niesamowicie w tej sukience — powiedział Pablo spoglądając mi w oczy.
— Dziękuję — spuściła głowę.
— I'm a sucker for all the subliminal things, No one knows about you, about you, about you, about you! — przyjaciel Angie zaczął wygłupiać się, śpiewając piosenkę do której tańczyli, a ta śmiała się w niebogłosy.
— And you're making the typical me break my typical rules — blondynka dołączyła wpatrując się w oczy chłopaka. — It's true, I'm a sucker for you… — zakończyli, po chwili śmiejąc się.
— DAWAJ DESPACITO! — krzyknął Pablo
— NIE, TYLKO NIE DESPACITO — krzyknęła Angie, wiedząc, że Pablo będzie w swoim świecie, a to nic dobrego. Para przyjaciół cały czas się śmiała. Bawili się jak kiedyś.
— Dobra, bo od tego śpiewania, a raczej krzyczenia — to fakt, wcale nie starali się śpiewać czysto. Krzyczeli, żeby mogli sami siebie słyszeć — trzeba nawilżyć gardło. Winka?
— Oczywiście.
Pablo podszedł po alkohol, a Angie przeszła się do łazienki.
W środku stała Rita Granado poprawiając przy lustrze makijaż. Rita miała typową latynoską urodę. Była cicha, ale jak juz zaczniesz z nią gadać... O Panie... Ale plotki z nią są najlepsze.
— Cześć Rita!
— Angie! Ile to minęło… — brunetka podeszła i ją przytuliła — Jak ci życie mija? Słyszałam, że nadal przyjaźnicie się z Pablo
— Tak, to prawda.
— Ale jesteście razem?
— Nie, tylko przyjaźń.
— Oh, zawsze myślałam, że będziecie kiedyś razem. Pasujecie do siebie — westchnęła
— Miło to słyszeć, jednak jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo — uśmiechnęła się
— To urocze...
— A u Ciebie jak? Jak dobrze pamiętam miałaś chłopaka w liceum.
— Marcelino? Nawet mi o nim nie mów... — prychnęła.
Angie kroczyła pewnym krokiem przez pokój. To zasługa alkoholu, który mącił już jej w głowie. Rozglądała się za Pablo, aż poczuła, że na kogoś wpadła.
— Angie?
Blondynka podniosła głowę napotykając mleczno-czekoladowe tęczówki. German trzymał ją w pasie, pożerając ją wzrokiem. Dziewczyna utonęła jego oczach. Nie chciała, aby ta chwila się skończyła, czuła coś innego, na swój sposób wyjątkowego. Wprawdzie jedyne co by mogło dla niej zakłócić ten moment to pocałunek jej i szwagra. Właśnie, szwagra. Mimo nietrzeźwości nie uszło to uwadze Angie. Spuściła głowę i zakładając kosmyk za ucho, zmieszana, delikatnie się odsunęła. German uważnie jej się przyglądał i chwilę potem, jakby budząc się z jawy, cofnął się na bezpieczną odległość.
— Przepraszam — powiedziała widząc jego niezadowolenie.
— Nic nie zrobiłaś. — poruszył przecząco głową. German wpatrywał się w nią jak w obrazek, a ona zawstydzona rozglądała się za Pablem.
Angie zrobiła dobre pierwsze wrażenie na Germanie. Z początku spoglądał na nią jak na śliczną blondyneczkę, podszedł do niej z zamiarem flirtu, jednak zauważył, że jest porządną kobietą. Coś go blokowało, aby wziąć ją jedynie do łóżka. Coś, a konkretnie jej kobiecość, kruchość i delikatność tworząc wdzięk i charyzmę, której od śmierci Marii jeszcze nie spotkał. Niesamowicie to na niego wpłynęło. Coś go intryguje w niej, ale German Castillo nie chce tego do siebie dopuścić. Nie może się zakochać, boi się, że to go zniszczy. Zniszczy jego tytuł niezależnego, bezuczuciowego biznesmena. Mimo to, to coś go do niej przyciąga i każe nie pozwolić nikomu jej skrzywdzić.
Bo chwili, oczom blondynki ukazał się Pablo tańczący z Esmeraldą. Pamięta jak podobała mu się w liceum. Niby zawsze mówił, że kocha Angie, jednak na Esmeraldę spoglądał ze swego rodzaju podziwem. Nie ma co się dziwić, zawsze była wpływową dziewczyną, traktowana od dziecka jak księżniczka przez swoich bogatych rodziców, zawsze miała co chciała. Była intrygująca, to prawda. Mimo, że jej przyjaciółeczki, tak jak ona, były piękne i bogate, to były także puste, natomiast ona była inteligentną osobą. Na dodatek twardą, nie dała nikomu nigdy traktować siebie bez szacunku, a krytyka ją nie poruszała. Przynajmniej na taką wyglądała. Nawet Angeles to odczuwała, jednak dla Angie Esmeralda była fałszywa, tylko dziwiła się jakim cudem Pablo nic sobie z tego nie robił.
Mimo, że się nie byli razem i Angie nie czuła nic do Pabla, to widok ich razem dobrze się bawiących zabolał naszą blondynkę. Bo przecież jej przyjaciel zawsze ubiegał się o względy Angie. Zawsze tak było. Angeles była okropnie zazdrosna, jak Pablo zwracał uwagę na jakąś inną dziewczynę.
German odwrócił się próbując dostrzec czemu dziewczyna się tak przygląda.
— Ah Pablo... — westchnął odnajdując mężczyznę wzrokiem — Jesteście razem? — wrócił wzrokiem na Angie. Dziewczyna zdziwiła się jego obojętnością wobec Esmeraldy. Musiał mieć do niej duże zaufanie. Nie żeby Angusia nie miała do Pabla. Po prostu widocznie German nie bywa tak zazdrosny jak Angie.
— Nie. — do głowy Angie wpadł pomysł. — Zatańczysz ze mną?
— Oczywiście.
German nie był zazdrosny o Esmeraldę. Wiedział, że ona go kocha, jednak on jej nie. Za każdym razem gdy ona próbuje podjąć temat ślubu, brunet odwraca kota ogonem. Spotkał ją na jednym z bankietów. Wiedział, że wpadł jej w oko. Wychodzi z założenia, że powinien mieć jakąś kobietę, aby mógł się z nią pokazywać publicznie. Nie pozwala sobie na publiczne romanse, pilnuje, aby gazety były cicho. Stwierdził, że Esmeralda będzie dobrą kandydatką. Dopóki się nie zakocha, będzie udawać z nią idealny związek .
— Rzadko bywam na tego typu imprezach — powiedział brunet rozglądając się na boki. Angeles przypatrywała się jego twarzy. Wytężała wzrok, aby ujrzeć w ciemnościach jego ostre rysy. Co raz na jego twarz wlatywała kolorowa wiązka światła z typowych dyskotekowych lamp, ukazując jego idealnie wyrzeźbione usta, stworzone do pocałunków, tak przyjemnych i zarazem gorących. Przez jej kręgosłup przeszedł dreszcz, gdy German położył dłoń na dole jej pleców
i ją okręcił. Wpatrywał się w jej szmaragdowe oczy, próbując dojrzeć jej intencje. Jakby chciał wyczytać o niej wszystko z tych zielonych tęczówek. Po chwili oboje dali upust muzyce i kołysali się w rytm "Shape of you" Eda Sheerana. Angeles chciała jak najbardziej pokazać, że dobrze się bawi z szwagrem, żeby Pablo poczuł to co ona, gdy widzi go z Esmeraldą. A German po prostu czerpał przyjemność tańcząc z roześmianą blondynką. Bacznie obserwował jej uśmiech, wesołe oczy i włosy latające wszędzie, gdy tylko ją obracał. A robił to często, bowiem uwielbiał ten widok. Za każdym razem chciał delikatnie musnąć jej policzki swoimi opuszkami i odgarnąć latające kosmyki z twarzy. Gdy tylko piosenka się skończyła, delikatnie musnął wierzch jej dłoni, z gracją dziękując za taniec. Zarumieniona blondynka tylko zachichotała.
— Może napijecie się czegoś? — podszedł do nich Pablo obejmując w talii Esmeraldę, co nie uszło uwadze Angie.
— Z chęcią — odparł German zerkając na Angeles.
// prawdopodobnie nie dokończę nigdy tej powieści (jak mojego każdego projektu), nawet nie będę się starać skoro fandom Violetty i Germangie umarł już niestety śmiercią naturalną (tęsknie za wami, jeśli jeszcze żyjesz to napisz <3) aczkolwiek znalazłam ten szkic drugiego rozdziału, który widocznie zapomniałam opublikować, więc go zostawiam, jakby ktoś przypadkiem się przypatoczył tutaj.
Komentarze
Prześlij komentarz