pierwszy.


   Dziewczyna w falowanych, blond włosach swobodnie opadających na jej ramiona, otworzyła drzwi domu jej najlepszego przyjaciela. Buchnęło w nią ciepło, mieszanina perfum i odór alkoholu. Została zaproszona na przyjęcie szkolne (gdzie nie było wszystkich tylko najbardziej pamiętane osoby z liceum), jednak z czasem zmieniło się to w imprezę z przed kilku lat. Spóźniła się, ponieważ została dużej w pracy. Wolała się upewnić, że studio nie jest blisko bankructwa. Obiecała sobie, że sprawdzi dokumenty, ażeby potem spać spokojnie.
   Przemieszczała się wśród tłumu wypatrując Pabla, a przy okazji oglądała, jak znajome twarze się zmieniły. Gdy dotarła do schodów zauważyła dwie znajome osoby. Wysoką szatynkę, elegancko ubraną, wraz z wysokim, towarzyszącym jej brunetem.
    Esmeralda, niezbyt lubiana przez nią dziewczyna za czasów liceum. Obracała się w bogatym gronie, egoistka, zawsze musiała mieć co chce oraz lubiła poniżać ze swoimi przyjaciółkami słabsze ogniwa. Angie nie należała do tych poniżanych, jednak zawsze wiedziała, że nie jest dobrze postrzegana w jej oczach. Szczególnie, gdy była podziwiana, przez parę jej papużek nierozłączek lub była obiektem westchnień chłopaka, który jej się podobał. Cóż, Angeles ich wszystkich ignorowała, wolała się obracać jedynie w zaufanym gronie. Mimo, że to grono nie przetrwało rozłąki po szkolnej, to jej przyjaźń z Pablo przetrwała do chwili obecnej.
   Blondynka nie ukrywała zdziwienia jakie zagościło na jej twarzy, gdy zobaczyła towarzysza tejże kobiety. Potężnego, dobrze zbudowanego bruneta o czekoladowych oczach, dokładnie takiego jakiego zapamiętała. Myślę, że domyślacie się o kogo mi chodzi. German Castillo, ubrany w czarną, ciasno opinającą go koszulę z rozpiętymi pierwszymi guzikami u góry, włożoną w również czarne spodnie, we własnej osobie stoi na schodku i rozmawia z Esmeraldą opierającą się o poręcz. Kto by się spodziewał, że po tylu latach poszukiwań na całym świecie i próbach kontaktu odnajdzie go w domu swojego najlepszego przyjaciela. Śmieszny zbieg okoliczności, nie wiem czy wspominałam, Pablo stwierdził, że fajnie by było poznać nowe osoby, więc każdy może zabrać osobę towarzyszącą. Nasza Angie jest z Pablo, tylko jeszcze nie wie gdzie on jest.
  Prześliznęła się niepostrzeżenie do kuchni, mając nadzieje, że nikt z tamtej dwójki jej nie zauważył. Wiedziała jedno. Jeśli German jest w Buenos Aires to Violetta też musi być, więc musi się jak najszybciej wybrać do ich willi. W kuchni zastała Pabla śmiejącego się z Valerią.
   Valeria, jedna z moich ulubionych charakterów. Ciemna blondynka ubrana w czarną przylegającą sukienkę, która ukazywała jej ślicznie zaokrągloną figurę. Należała do grona przyjaciół Carrary, trudno było zastać ją poważną, zawsze wesoła z najlepszymi żartami. 
– Val! – radośnie krzyknęła blondynka podbiegając do pary śmiejących się znajomych i wtulając się w dziewczynę. 
– Cześć Angie! Jak ja dawno Cię nie widziałam! – odpowiedziała, po czym okręciła Angeles wokół własnej osi - Śliczna sukienka, bardzo ładnie podkreśla twoje atuty.
  Angeles założyła łososiową sukienkę do połowy uda. Piersi miała schowane w grubych ramiączkach, które zwężały się ku górze, przypominając trójkąt. Na plecach krzyżowały się i ukazując nagi tył, wracały do reszty sukienki.
– Dziękuję. – posłała przyjazny uśmiech. Pablo podszedł do towarzyszki i pocałował jej policzek.
– Val ma rację – szepnął do jej ucha, a ta zarumieniona spuściła głowę. Wspomniana kobieta ulotniła się, podchodząc do mężczyzn opartych o ścianę z kubkami w rękach.
– Dziękuję – wyszeptała. Chłopak położył swoją dłoń na dole jej pleców i zaczął prowadzić ją do salonu, dopóki nagle się nie zatrzymała.
– Nie uwierzysz kogo spotkałam. – Brunet spojrzał na nią z ciekawością unosząc brew. Angie wzięła oddech. – Germana. Castillo. Tego. Człowieka. Który. Wywiózł. Moją. Siostrzenicę – wypowiedziała, wypuszczając po trochu powietrze pomiędzy wyrazami. Mina Pabla natychmiastowo zmieniła się na zdziwioną. Nie odezwał się, tylko czekał, aż jego partnerka mu to wytłumaczy. – Rozmawiał z Esmeraldą na schodach. Widocznie z nią przyszedł. A co najważniejsze, Violetta zapewne znajduje się w Buenos Aires. Pablo, przecież muszę ją odnaleźć! To moja jedyna szansa. – Chłopak złapał jej dłonie.
– I co jej powiesz? Cześć Viola, jestem Angeles, siostra twojej zmarłej żony. Zapewne mnie nie pamiętasz, bo twój ojciec wywiózł Cię z dala ode mnie jak byłaś mała. – przedrzeźniał ją
– No nie powiem tak. – walnęła go delikatnie w ramię
– A gdybyś go w sobie rozkochała?









ㄟ( ̄▽ ̄ㄟ)
ogólnie to po przemyśleniach po opublikowaniu tego o to pierwszego rozdziału stwierdziłam, że za późno robić powitalny post, a głupio mi zostawić was bez słowa. Tak więc zapraszam do poznania mnie.

Hejka! Jestem Julia, znana w internecie pod pseudonimem "Rachelxy", albo pseudonimach z cząsteczką "Rachel" (rachelie, racheely, racheelxy)

Może ktoś się zjawi. Może ktoś ożyje. Nawet jeśli ten blog bedzie miał tylko wyświetlenia nabite przeze mnie czy moich znajomych, którzy co raz wpadną zobaczyć jak mi idzie to i tak chcę go prowadzić.

W przyszłości będzie to wartość sentymentalna, a teraz ćwiczę. Chciałabym być co raz lepsza w pisaniu i chce szlifować umiejętności.
Nawet jeśli są niskie.

Do zobaczenia, więc! Komentujcie, zawsze to jakaś świadomość, że nie pisze się dla pustki.

Julia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

drugi.